08 maja 2017

Rozdział VIII. The other side

Piękno ponad wszelkie piękno, dobro zrodzone z nieskazitelności, matka, swatka, opiekunka  a także uwodzicielka ludzkich serc. Najpiękniejsza Bogini w całym Panteonie. Afrodyta znana również, jako Wenus Bogini miłości, kojarzona ze swej dobroci, piękna, troskliwości.  I w rzeczy samej Afrodyta tka była, doskonała jak na Boginie przystało, z tym, że perfekcja wymagała wielu trudnych wyrzeczeń.  
Wenus nie miała tyle szczęścia, co inni bogowie, mający liczne potomstwo, składające się z bogów i półbogów. Zazdrościła im. 
Afrodyta owszem została obdarowana potomkiem, był nim Eros – kupidyn, Bóg miłości i namiętności seksualnej.  Syn Afrodyty i Aresa. 
Jednak jak każda kobieta Wenus pragnęła mieć więcej niż tylko jedno dziecko, próbowała z wieloma Bogami, posunęła się nawet do romansów z ludźmi, ale niestety nie udawało się.  Od setek stuleci Bogini usiłowała począć nowego potomka, ale jej starania na nic się nie zdały.  Oczywiście kochała Erosa, ale pomimo wspaniałego i przystojnego syna czuła dziwną pustkę, którą próbowała zapełnić za wszelką cenę.
Zrozpaczona Bogini niemal się poddała, aż do momentu pojawienia się na jej drodze pewnego urodziwego młodzieńca o imieniu Casimiro - jej serce na jego widok oszalało. Afrodyta wiedziała, że musi go zdobyć, chłopak musiał być jej. Zapragnęła go całego.  Miała dość ciągłego pomagania innym, zmęczyło ją to i bardzo chciała o tym zapomnieć, zająć się czymś, co jej samej da szczęście. I tym właśnie był młody rzymianin – szczęściem dla jej duszy.
Zanim jednak postanowiła go uwieść, udała się do parek – te przedstawiły jej los, jaki był zaplanowany dla ów młodzieńca. To, co usłyszała przeraziło ją, a także przekreślało jej plany wobec Rzymianina.  Wtedy też poprzysięgła sobie, że zrobi wszystko, co w jej mocy, aby móc zatrzymać mężczyznę u swojego boku.  Miała gdzieś przeznaczenie, i jej boską powinność.   Choć raz zapragnęła czegoś dla siebie, i nie zamierzała odpuścić, przez ten jedyny raz wykazała się egoizmem, który z biegiem czasu niestety doprowadził ją do zguby.

Bogini dla zdobycia serca Casimira posunęła się do morderstwa jednej z parek - bogini losu, musiała się jej pozbyć.  Inaczej jej obiekt westchnień prędzej czy później poznałby prawdę o swoim przeznaczeniu a to zniweczyłoby jej plany. Kiedy już pozbyła się zagrożenia, kolejnym krokiem było rzucenie uroku na chłopca.  To nie trwało za długo, z biegiem czasu Casimiro stał się jej całkowicie oddany i zakochany.  Tworzyli razem idealną parę.  Wysoki jasnowłosy i dobrze zbudowany młody mężczyzna i olśniewającą piękna Afrodyta- Bogini miłości o kruczoczarnych włosach i dużych czekoladowych oczach, oboje przykuwali uwagę wszystkich, na ich temat szeptali nie tylko śmiertelnicy, ale i sami Bogowie.   
Jej szczęście nie trwało zbyt długo, przeznaczenie mimo wszystko ich dopadło, cudowna iluzja, którą zdołała stworzyć przez kilka lat została pogrzebana.  Dziecko, o którym tak marzyła, którego pragnęła z całego serca i duszy nie narodziło się.  Wszystko przez rozpacz i gniew, w który wpadła poznając prawdę o swoim ukochanym.
Afrodyta poroniła, spodziewała się córki, której ojcem był Casimiro.   I właśnie ta strata sprowokowała ją do takich a nie innych zachowań.   Pragnęła zemsty na mężczyźnie, który dał jej wszystko, o czym marzyła a zarazem to odebrał, a widok cierpiącego przez stulecia mężczyzny był balsamem dla jej poranionej duszy. 

Bogini poprzysięgła sobie, a także swojej nienarodzonej córce, że człowiek, który zrujnował jej życie będzie cierpiał do końca istnienia świata. I ona osobiście tego dopilnuje.
Niestety pewne sprawy się skomplikowały, na drodze Rzymianina pojawiła się kolejna szansa na szczęście. Afrodyta ponownie będzie musiała stoczyć walkę z parkami, aby udaremnić ich plany wobec Casimira.

     Odziana w złotą suknie Bogini miłości, krzątała się po swojej świątyni obmyślając nowy plan zemsty. Na jej malinowych ustach malował się złowieszczy uśmiech, ciemnoczekoladowe oczy błyszczały od szaleństwa, które w nich się czaiło.   Jej kruczo czarne włosy kaskadą opadały na plecy, zakrywając tym samym wcięcie na plecach o kształcie trójkąta.  Nieskazitelna i piękna jak zawsze.

-Mój słodki Casimiro niczego się nie nauczyłeś, prawda? – szepnęła przyglądając się ogromnemu zwierciadłu, które zajmowało jedna ze ścian świątyni. – Wygląda na to, że będę musiała dać ci kolejną lekcję. Już niedługo się zobaczymy, obiecuję.

Afrodyta nadal wpatrywała się w zwierciadło, te zaś ukazywało obraz całującego się Rzymianina z Noelem.


***


   Postanowił przerwać pocałunek, co wcale nie przyszło mu tak łatwo. Usta Casimira były wspaniałe, słodkie i miękkie, nie wspominając już o jego wygimnastykowanym języku. Nigdy wcześniej się nie całował, i teraz w końcu zrozumiał, co stracił.  To było wspaniałe doznanie, bardzo przyjemne, hipnotyzujące i podniecające.  Erekcja dała mu się we znaki, w jego bokserkach brakowało miejsca i gdyby nie przerwał pocałunku to mogłoby to skończyć się źle.  Był pewien, że jego krocze za chwile eksploduje.  
Rozmarzony Casimiro z rozczarowaniem przyglądał się zaczerwienionym policzkom francuza, chłopak wyglądał tak jakby ogarnęła go gorączka.
-Cas.. ja nie mogę, nie potrafię – wymamrotał sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Jeszcze kilkanaście minut temu był do niego wrogo nastawiony a teraz? Teraz cholernie tego żałował, chciał zbliżyć się do blondyna, poznać go i pomóc mu. Ten pocałunek, przypominał muśnięcie duszy, właśnie takie odniósł wrażenie, kiedy to Włoch wepchnął mu swój język do gardła.
-Spokojnie Noe, obiecałem i dotrzymam słowa, nie będę nalegał – odparł uśmiechając się – Chociaż nie ukrywam, że nam obojgu przydałaby się niewielka ręczna robota – dodał puszczając mu perskie oczko.
-Nie, jeszcze nie teraz- rzucił wstając z łóżka – To było miłe, naprawdę, ale nie chce cię wykorzystywać. I zanim powiesz, że do tego przywykłeś i to dla ciebie normalne, wiedz, że ja nie traktuje cie jak przedmiot. Widzę w tobie człowieka, i tak będę cię traktował.

Wypowiedziane przez młodzieńca słowa nieco zszokowały Casimiro, sam nie wiedział, co było bardziej szokujące, to, że Noel tak jakby wyraził chęć obcowania fizycznego z nim, czy to jego nowe, odmienne podejście w stosunku do niego.  Wystarczyło zmienić tylko podejście do sprawy, i proszę, jak wszystko dobrze się układa.  Brunet wcale nie był taki zły, owszem był młody, naiwny, niedoświadczony z ognistym temperamentem, ale do okiełznania.   Już on o to zadba.

  Casimiro szukał odpowiednich słów, ale nic nie przychodziło mu do głowy.  Zawsze miał jakiś tekst,  na każdą okazję, a teraz po prostu siedział spanikowany.  W sumie to nic nie działo się tak jak tego oczekiwał, i jak powinno być. Jego obowiązkiem było świadczyć seksualne usługi osobie, która uwolniła go z obrazu. Miał być wiernym i oddanym kochankiem, w dodatku nigdy nie męczącym się.  A Noel obrał dziwna taktykę miłosierdzia, i to go przerażało.  Pojawienie się jakichkolwiek uczuć mogło doprowadzić do katastrofy, nawet zwykła życzliwość była niebezpieczna.
Zasady były proste, on pieprzy i daje niebywała satysfakcje śmiertelnikom, a oni przez chwilę pozwalają mu normalnie żyć. Bez zobowiązań i zbędnych uczuć. Nic nie mówiąc skinął lekko głową, dając chłopcu do zrozumienia, że zgadza się na jego warunki.  Właściwie to już go nie słuchał, myślami przeniósł się gdzie indziej.
Kwestia księgi martwiła go, Noel, co nieco już przeczytał, ale nie na tyle, aby wiedzieć, że jego przekleństwo nie jest do końca wieczne. Istnieją furtki, zawsze jakieś są.
Możliwości są różne, pierwsza i w zupełności nie szkodliwa to zakochanie się, ale z wzajemnością. Jeśli śmiertelnik, którego spotka na swojej drodze, obdarzy go prawdziwym uczuciem a on je odwzajemni, to klątwa nałożona przez Boginię zniknie, Casimiro będzie wolny.  Wszystko pięknie ładnie, ale jak znał Afrodytę, to ona do tego nie dopuści.  Kolejny wariant, to znalezienie kogoś o dobrym i czystym sercu, chcącym wstawić się za szarganą i zdemoralizowaną duszą Casimira. Krótko mówiąc, musiałby znaleźć kogoś, kto będzie gotów się poświęcić i zająć jego miejsce w obrazie.
Trzeci wariant najbardziej go nurtował, bo gdyby los, chociaż trochę się do niego uśmiechnął i poznałby duszę przeznaczoną mu na wieczność, prawdziwą, nieskazitelna miłość, to klątwa również zostanie zniesiona.  Czym różnią się od siebie warianty jeden i trzy?  Tym, że jeśli ktoś go pokocha, a nie jest mu przeznaczony Afrodyta będzie mogła interweniować i wymyślić coś równie paskudnego jak owa klątwa. Przy opcji trzeciej suka nie będzie miała nic do gadania, przeznaczenie to działka parek, a te lubią mieszać w życiu.
Kiedyś, na samym początku jego Meki łudził się, że być może któraś z furtek się spełni. Liczył na to, że nie ma w życiu aż tak bardzo przejebane i wkrótce jego los się odmieni. Ale teraz, po spędzonych w obrazie stuleciach miał dość. Skończył z naiwnością i nadzieją, księga, którą sporządzono była kawałkiem steku bzdur spisanych tylko po to, aby zrobić człowiekowi wodę z mózgu.
Gdy tylko nadarzy się okazja to zniszczy księgę, nie pozwoli, aby ktoś zrobił coś głupiego, i to dla niego, nic nie wartego śmiecia.

-Casimiro?  Obudź się! – Zaniepokojony milczeniem swojego towarzysza Noel machał ręka przed jego twarzą, w celu ocucenia go z zamysłu. Jednak na nic się to nie zdało.  Jasnowłosy mężczyzna swoim milczeniem i totalnym bezruchem przypominał posąg. –Do jasnej cholery Casimiro!
Dopiero po pięciu minutach Włoch zareagował na dźwięk swojego imienia.
-Tak? Co się stało?  - mruknął spoglądając na bruneta- Czemu na mnie krzyczysz?
-Wystraszyłeś mnie! Straciłeś kontakt z rzeczywistością – odparł – Chciałem Cię poinformować, że nasze jedzenie przed chwilą przybyło – dodał wskazując na stolik, na którym leżały opakowania z pizzą oraz pudełkami z chińskiej restauracji.
 -Przepraszam, zamyśliłem się. Chodźmy jeść – zawołał ruszając w kierunku kanapy.

   Nie rozumiał go, to jak szybko mężczyzna zmieniał swój nastrój było niebywałe. Naturalnie on sam miewał huśtawki nastrojów, ale nie aż tak często. Casimiro odkąd pojawił się w jego mieszkaniu, zafundował mu niezły maraton emocji.  Na twarzy Włocha zdążył już dostrzec pożądanie, gniew, cierpienie, wyrozumiałość, cierpliwość oraz obojętność. Właśnie tak w chwili obecnej oceniał nastrój swojego gościa.
Słysząc burczenie w swoim własnym żołądku Green postanowił zapomnieć o wszystkim i skupić się na woni pysznego jedzenia, która unosiła się po jego mieszkaniu.
Jak gdyby nigdy nic, usiadł na kanapie tuż obok blondyna a następnie rzucił się na pizze.

Oboje jedli w ciszy, żaden z nich nie odezwał się ani słowem, nawet po to by skomentować smak dania.